Moje wakacje w Beskidzie Żywieckim zazwyczaj przebiegają bardzo monotonnie: leżakowanie nad rzeką, opalanie się i czasem spacer na Halę Boraczą na pierogi z jagodami (ale tylko jak jest poniżej 30 stopni). No i oczywiście co wieczór spacer, taki nie długi ok godziny. Idąc na ten spacer zawsze mijamy po drodze pola pełne jeżyn. Zawsze mówię sobie: w przyszłym roku zabiorę gumowce i długie spodnie i nazbieram miliony kilogramów jeżyn...i tak co roku zupełnie o tym zapominam gdy przychodzi pakowanie. Ale nie tym razem. Zapakowałam gumowce, zapakowałam długie spodnie, wyczekiwałam dobrej pogody (upały nie sprzyjają zbieractwu) i do dzieła! Nie było to może milion kilo ale 10 litrów, a to wcale nie jest mało.
